Polscy aptekarze jak włókniarki w Manchesterze?

Obrazek użytkownika farmacja.pl
Autor: farmacja.pl / Opublikowano: 2017-04-21 10:00:00 /

Podczas wczorajszej dyskusji w Senacie, dotyczącej nowelizacji ustawy Prawo farmaceutyczne, nie brakowało malowniczych i zaskakujących porównań, którymi senatorzy posługiwali się krytykując 'aptekę dla aptekarza'. Jednym z najciekawszych bez wątpienia była historia włókniarek w Manchesterze.

- Ta sytuacja przypomina trochę historię włókniarek w Manchesterze, które burzyły się przeciwko dużym maszynom włókienniczym; przypomina też historię małych sklepików versus supermarkety - mówił o 'aptece dla aptekarza' senator Tomasz Grodzki z Platformy Obywatelskiej. - Tylko że wtedy władze zachowywały się racjonalnie. I czy nam się to podoba, czy nie, czy podoba się nam bieg historii, zwyciężyły większe maszyny włókiennicze i większą przewagę mają hipermarkety. W tym wypadku władza, stymulowana przez izby aptekarskie, próbuje za wszelką cenę chronić interes farmaceutów – kosztem pacjentów. A moim zdaniem jest to droga donikąd.

Podobnych argumentów używał również senator Leszek Czarnobaj (PO), który zwracał uwagę, że nadana ustawie nazwa 'apteka dla aptekarza' oddaje sedno zmian, które chce wprowadzić Prawo i Sprawiedliwość.

- A przecież naszym zadaniem jest stworzenie apteki dla pacjenta, nie dla aptekarza. Aptekarz wykonuje swój zawód i oczywiście trzeba tworzyć mu jasne, czytelne zasady prowadzenia apteki, ale nie twór, w którym byłby on osobą dominującą, decydującą o wielu sprawach, na które ani pacjent, ani inne instrumenty działające na rynku usług farmaceutycznych w ogóle nie będą mieć wpływu - mówił Czarnobaj.

- Marzycie państwo o XVIII- czy XIX-wiecznym zakładzie, o jakim mówił pan prof. Grodzki. Włókniarki na Wyspach też marzyły, żeby nie wprowadzono maszyn do zakładów. I państwo marzycie o tym, że oto w ramach swojej misji, z racji funkcji wynikającej z zawodu zaufania publicznego aptekarz, farmaceuta otworzy aptekę na terenach wiejskich, będzie udzielał porad, będzie można do niego przyjść, zapytać, czy ten lek jest dobry, czy zły, czy może warto go wziąć, a może nie. Przecież to są, Panie Ministrze – przepraszam za określenie – XIX-wieczne banialuki! - wykrzykiwał z mównicy senator Platformy Obywatelskiej.

Nie mniej barwnego porównania użyła w swojej wypowiedzi też senator Jadwiga Rotnicka, zrównując apteki ze zwykłymi sklepami.

- Mam taką reminiscencję, wspomnienie z lat dziewięćdziesiątych, kiedy formowały się nowe warunki ustroju gospodarczego. Otóż wówczas pewne samorządy, co prawda gminne, usiłowały wprowadzić pewne regulacje dotyczące liczby sklepów – chodzi czy to o piekarzy, czy to o księgarnie, czy też o sklepy bławatne, no, cokolwiek. Okazało się jednak, że rynek i swoboda gospodarcza bardzo dobrze sobie z tym problemem poradziły, tak że wolność handlu istnieje - mówiła senator Rotnicka z PO.

Źródło: senat.gov.pl

Udostępnij
PILNE
ZAMKNIJ
Oświadczenie

Dostęp do zawartości serwisu farmacja.pl jest możliwy
dla osób uprawnionych do wystawia recept
lub osób prowadzących obrót produktami leczniczymi.

Oświadczam, że jestem lekarzem, farmaceutą
lub osobą prowadzącą zaopatrzenie w produkty lecznicze.


Akceptuj